Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
49 postów 762 komentarze

Żeby Polska była Polską

Jan Szczepanik - Najpierw oddać chwałę Bogu. Następnie wprowadzić Nową Ekonomię: znacjonalizować NBP. Zastopować: chrystofobię, aborcję, gender, przymusowe szczepienia, GMO, opryski chemtrails, multi culti, polityczną poprawność, oraz grabież Polski.

Boże, który wszystko znasz.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nikt z nas, nie wybierał miejsca, czasu, ani rodziny, w której miał przyjść na świat. Nikt nas nie pytał, czy nam to odpowiada. Wszystko zostało nam dane i zadane. Nawet to, że się poczęliśmy, nie było ostateczną sprawą...

 

 

Nikt z nas, nie wybierał miejsca, czasu, ani rodziny, w której miał przyjść na świat. Nikt nas nie pytał, czy nam to odpowiada. Wszystko zostało nam dane i zadane. Nawet to, że się poczęliśmy, nie było ostateczną sprawą działania naszych rodziców, lecz wolą naszego Stwórcy.

Urodziłem się na głębokiej prowincji, gdzie nie było szkół, ani pracy. Przyjechałem do Warszawy, skończyłem zawodówkę i poszedłem do pracy (czyt. do roboty). Zamieszkałem w hotelu robotniczym.

Moim rówieśnikom, jeszcze w szkole rodzice pozakładali „Książeczki mieszkaniowe”, żeby jak najszybciej mogli dostać mieszkania. Ja nie mogłem założyć sobie takiej „książeczki”, ponieważ nie posiadałem stałego meldunku w Warszawie. A nie posiadałem go dlatego, że Warszawa, jak wiele innych miast w Polsce, była miastem meldunkowo zamkniętym.

Więc, na czas zdolności do pracy, pozostawał mi hotel robotniczy – miejsce ukrytej bezdomności. Chmury dymu tytoniowego, opary wódy, zarzygane korytarze, rozmowy soczystą polszczyzną i panienki na pokojach wiadomej proweniencji. Dla mnie był to koszmar. Był to mrok, bez światła w tunelu. Mieszkałem tak; rok, dwa, pięć … , w końcu nie wytrzymałem i poszedłem „mieszkać” na dworce i klatki schodowe. Potrzebowałem czterech ścian, potrzebowałem spokoju, potrzebowałem azylu.

Poznałem różnych ludzi wykluczonych społecznie, towarzyszy niedoli dobrych i złych. Poznałem różne subkultury. Zaczęliśmy sobie pomagać, organizować się. Od swego Ojca nauczyłem się tego, że nigdy nie przeszedłem koło kościoła, żeby chociaż na chwilę nie wejść i się nie pomodlić. A kiedy było ciężej wchodziłem na dłużej.

Skracając opowiadanie tylko do pewnych wątków, wspomnę, że Towarzystwo Przyjaciół Brata Alberta zaproponowało mi pełnienie funkcji kierownika w ośrodku dla byłych kryminalistów zwanym Domem Przyjaźni w Warszawie na Zaciszu przy ul. Knyszyńskiej 1, w którym kapelanem był ks. Stanisław Małkowski.

Za zgodą ks. Feliksa Folejewskiego prowadziłem spotkania z hippisami i narkomanami u ks.ks. Pallotynów na Skaryszewskiej, a następnie prowadziłem na Bielanach Szkołę Wolności wg. nauki Mistrza Jezusa z Nazaretu, gdzie trafił do mnie pewien narkoman z Białegostoku. Po spotkaniu ze mną zmienił życie. Skończył Uniwersytet Gregoriański w Rzymie i Wyższą Szkołę Pedagogiki i Dyplomacji w Waszyngtonie, a jest nim obecnie ks. Wojciech Żmudziński SJ, Dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców w Gdyni.

Drugi który mnie coś tam zawdzięcz, że dziś jest franciszkaninem, jest nim były hippis, a dziś o. dr hab. Borys Soiński Rektor Seminarium Duchownego we Wronkach.

Co do dalszej mojej pracy, to Pan Bóg okazał mi dużo miłosierdzia. Zacząłem dłubać w drewnie, tak dla siebie i zaczęło się to ludziom bardzo podobać. Ktoś mi podpowiedział, żebym z tym poszedł do Pracowni Konserwacji Zabytków na Senatorską. I poszedłem tam. Jak im pokazałem, to od razu chcieli ode mnie wszystko kupić. Przyjęli mnie do pracy z otwartymi rękami. Skierowali do pałacu „Rokola” w Otwocku Wielkim. Tu była pełna kultura. Pracowałem ze wspaniałymi artystami. Prace odbierał od nas prof. Wiktor Zin. A przedstawiciel Polskiej Rzeźby w UNESCO Stanisław Jasiewicz zaproponował mi pracę w jego prywatnej pracowni. Dostałem kwaterę do zamieszkania, to nie to co hotel robotniczy.  Miałem tam pełny komfort.

 Pałac „Rokola” był szykowany na rezydencję, dla premiera rządu PRL-u Piotra Jaroszewicza. Notabene był w nim podpisany nie sławnej pamięci Drugi Rozbiór Polski w 1793r.

Żonę poznałem na spotkaniach katolickiej młodzieży charyzmatycznej z młodzieżą   zielonoświątkową. Kiedy rozwinęło się we mnie do niej uczucie, zacząłem prosić Boga aby, o ile to uczucie jest od Niego, to żeby je we mnie jeszcze bardziej rozniecał, ale także i w niej. A jeżeli to uczucie nie pochodzi od Boga, to żeby je zabrał. Po miesiącu, kiedy byłem u szczytu zakochania, po niej nie zauważyłem najmniejszych oznak zainteresowania mną. Widocznie Pan mojej modlitwy nie wysłuchał. Podałem jej karteczkę, aby jej oznajmić, co się dzieje we mnie, oraz że godzę się z faktem, że ona nie jest mną zainteresowana. Na co otrzymałem odpowiedź, że ona do mnie to samo czuje, tylko, że się wstydziła pierwsza mi to okazać. Na co ja: To będziesz moją żoną. A ona: To bardzo dobrze. I właściwie ze sobą nie chodziliśmy. Od razu załatwialiśmy wszystkie formalności potrzebne do zawarcia ślubu. Wesele było dla nas nie ważne. Najważniejsze żebyśmy byli przed Bogiem małżeństwem. Bo nam nie chodziło o to, żeby ona była dla mnie „moją dziewczyną”, a ja „jej chłopakiem”, bo to nie po Bożemu, ale żebyśmy byli mężem i żoną.

Pobraliśmy się w maju 1982r. Jednego dnia zawarliśmy dwa śluby, najpierw cywilny, potem kościelny. Na ślub i przyjęcie zjechało się mnóstwo,  różnobarwnej młodzieży,  którą się opiekowałem. Muzykowali na fletach, oraz garnkach odwróconych do góry dnem. Jesteśmy małżeństwem mieszanym katolicko-zielonoświątkowym.

Po ślubie zamieszkaliśmy w pomieszczeniach strychowych prowizorycznie zaadoptowanych na mieszkanie. Tam urodziło nam się trzech synów. Po czym przeprowadziliśmy się do mieszkania zastępczego o powierzchni 21m2. Tam urodził się nam czwarty syn. Wreszcie otrzymaliśmy propozycję rezygnacji z mieszkania zastępczego na rzecz otrzymania własnego domku z przeliczeniowym hektarem ziemi. Na co się oczywiście zgodziliśmy. W ten sposób, oddaliliśmy się od Warszawy 14km.

Było to skromne siedlisko po niewielkim gospodarstwie rolnym. Był to niewielki domek murowany, rozwalająca się drewniana stodoła i obora. Właściwie teren nie uzbrojony, ani wody bieżącej, ani łazienki, ani centralnego. Całe obejście w polu, na skraju lasu, bez samochodu. Do najbliższego sklepu, szkoły, gminy, lekarza, pociągu i autobusu 4km.

Utrzymywaliśmy się z tego co wyrzeźbiłem, na co miałem zamówienia, głównie ramy do luster i biblijne teksty dla osiadłych obok nas amiszów, które sprzedawali w Ameryce.

Lata leciały. Dzieci przybywało, ja rzeźbiłem i tak żyliśmy. Telewizora programowo niemieliśmy. Chcieliśmy żyć z dala od brudów tego świata. Jednak mimo, że mieszkaliśmy na odludziu, to dzieci posyłaliśmy do szkoły. Dzieci miały kolegów, koleżanki i w ten sposób nieproszone wzorce tego świata zaczęły wdzierać się do naszego domu. Kiedy dzieci podrastały, zaczęły pytać, dlaczego my jesteśmy inni od wszystkich.

A u nas, coraz więcej dzieci, coraz więcej potrzeb. W każdej klasie, co róż chcą od dzieci pieniędze, na różne składki, wycieczki, a u nas pieniędzy nie przybywało. Rzeźbiłem w byłej oborze, którą (na miarę moich ówczesnych możliwości) przerobiłem na budynek gospodarczy. Ściany były z betonowych pustaków. Ściany nie odizolowane od ziemi. Zimą było w nim zimno, jak na Antarktydzie. Wstawiłem w pracowni piecyk typu „koza” i paliłem w niem. Efekt był podobny jak przy ognisku na dworze. Z jednej strony było za gorąco, że aż pot człowieka zalewał, a z przeciwnej się marzło. To doprowadziło mnie do rozhartowania organizmu. Właściwie nie ma takiej jednostki chorobowej. Polega to na tym, że organizm nie broni się przed zimnem, ale je chłonie. Czuje się potworne zimno, przy tym straszne pocenie i brak siły zwalające z nóg. Myślałem, że lecytyna rozgrzeje i doda sił. Nic nie pomogła, a tylko utyłem.  Choroba ta generuje inne choroby wynikające z przeziębień, takie jak rwa kulszowa, zapalenie oskrzeli itp.

Przez co od 1996 roku nie mogłem już rzeźbić, a tym samym zarabiać.  Musiałem się nauczyć tej choroby, a raczej defektu, ponieważ polega to na zablokowaniu, bądź uszkodzeniu jakiegoś systemu który wysiadł, tak jak traci się wzrok. Byłem w stanie krytycznym, na wyczerpaniu, kiedy poprzez obserwację nauczyłem się z tym żyć.

Od tond, dość szybko zaczęliśmy  popadać w ubóstwo. Żyliśmy z tego co jacyś dawni przyjaciele nam dali. Potrzeby były tak duże, że ciągle wszystkiego brakowało. Gorąco modliliśmy się o zdrowie dla mnie, prosząc Boga, bym mógł zarabiać na utrzymanie rodziny własnymi rękami. Ale stan mojego zdrowia tylko się pogarszał. Mówię do żony, że muszę pożyczać, bo przecież dzieci nie mogą głodować, a jak będzie dalej, nie wiem. Na to żona, abym nie pożyczał, ale modlił się i zaufał Bogu. Muszę przyznać, że żona miała większą wiarę ode mnie. Wierzyłem do pewnego stopnia, ale jak wiedziałem, że dzieci nie mają co włożyć do ust, to moja wiara się łamała. Nie mogłem patrzeć na głodne dzieci, nie mogłem patrzeć jak cierpią. Wsiadałem na rower i jechałem do kogo się dało, żeby tylko pożyczyć, na chleb, na mleko, na kaszę, margarynę, na podstawowe rzeczy. Żona prosiła nie jedź, nie pożyczaj. Zaufaj Bogu. Zaufaj Bożemu Słowu. Starałem się. Nawet chwilami udawało mi się wierzyć, dopóki nie spojrzałem na dzieci. W końcu wsiadłem na rower i pożyczyłem trzy stówy, zrobiłem zakupy i wracam. Wchodząc do domu, wita mnie żona uśmiechnięta, mówi: pewnie pożyczyłeś 300zł. A skąd wiesz, że tyle?- pytam, a ona: No ale powiedz trzysta czy nie trzysta. Odpowiadam, że tak, trzysta, ale teraz ty mi odpowiedz. Stąd wiem, bo zaraz, jak tylko odjechałeś, Pan przysłał do nas kogoś, kto dał nam taką sumę, a teraz weź te trzy stówy i oddaj temu od kogo pożyczyłeś i nie bądź niedowiarkiem, tylko wierz. Za jakiś czas znowu historia się powtórzyła, znowu zabrakło pieniędzy. Pytam się jej, co mam teraz robić, na co ona: nie bój się, tylko wierz, mamy bogatego Ojca, który troszczy się o nas. Trzy dni nie jechałem, ale po trzech dniach cichaczem wsiadłem na rower po czym wróciłem z zakupami. Kiedy wróciłem, zastałem na stole pełno różnych zakupów, i oczywiście gości. Odwiedzili nas nasi przyjaciele z Kanady, dali trochę dolarów. Okazało się, że tym razem tej żywności było za dużo, no, ale skąd ja mogłem wiedzieć, że tak się sprawy potoczą. Żona do mnie mówi: kiedy ty się wreszcie nawrócisz, i zaufasz Bogu bezgranicznie. Na co ja, że to zwykły przypadek, że oni przyjechali, chodź w sercu czułem, że to nie był zwykły przypadek.

 I kiedy czytałem Biblie, to czułem, że wiara we mnie rośnie, to samo czułem kiedy się modliłem. Ale kiedy zaczynałem wracać do realiów, życia i wszystko zacząłem „logicznie”  oceniać, wtedy moja wiara zaczęła topnieć. Żona mi mówiła wtedy: nie patrz na okoliczności - patrz na Jezusa. Pamiętasz kiedy Piotr na jeziorze zaczął tonąć, kiedy zaczął patrzeć na wzburzone fale, a właściwie, kiedy swój wzrok odwróciła od Jezusa, a zaczął patrzeć na okoliczności. Pomyślałem sobie, ale to chodzenie za Panem jest okropnie trudne.

 Czy nie prostsze byłoby, żeby Pan Bóg mnie uzdrowił. Jeśli  by mnie kochał, to by i pomógł., przede wszystkim dałby mi zdrowie. Pracowałbym, zarabiał, byłbym porządnym człowiekiem, a tak to jak ja wyglądam w oczach ludzi, co oni o mnie myślą. Znowu zwątpiłem. I znowu zacząłem pożyczać, nie oglądając się na Pana Boga, pisałem do kolegów z kraju i zza granicy i zawsze coś pożyczyłem. Z czasem uzbierało się tego takie mnóstwo, że aż strach było myśleć.

W sklepach robiłem zakupy na tzw. krechę. W końcu wszyscy zaczęli kojarzyć mnie z jednym. Nim usta otworzyłem, oni już wiedzieli o co mi chodzi. Niektórzy nawet mnie wyprzedzali ucinając: Jasiu, o pieniążki ci chodzi, prawda? Nie Ma mowy. Pamiętasz? Jeszcze tamtych nie oddałeś.

Wszedłem do sklepu, włożyłem do koszyka 3 bochenki chleba,  (chodź potrzebowałem ich 7). Mimo to sklepowy uznał, że przebrałem miarkę, powiedział; Ty  wisisz mi już prawie 1000 złotych. Zabrał te 3 chlebki i położył na półkę. I wyszedłem, nie wiedząc, w którą stronę iść. Poszedłem do dawnego przyjaciela, hippisa, który teraz był opatem sangi buddyjskiej w Falenicy. Zadzwoniłem, drzwi otworzyła jego córka mówiąc, że tatuś teraz medytuje. Powiedziałem: dobrze, zaczekam. Czekałem pod domem  i słucham jak czantuje mantry. Myślę sobie: Mój Boże, dlaczego ja, Twoje dziecko mam żebrać u buddysty ?

Tego dnia wróciłem do domu o zmierzchu z pustymi rękami. Żona ze współczuciem spojrzała na mnie. O nic nie pytała. Patrzyłem na nią , na dzieci ze ściśniętym sercem. Wieczorem razem z dziećmi, jak co dnia klęknęliśmy wspólnie do modlitwy. Wznieśliśmy ręce do góry i zaczęliśmy wielbić Boga. Dziękowaliśmy Mu za Jego miłość, za to, że nas kocha, za to, że jest dobry, że się o nas troszczy. Dziękowaliśmy za życie, za to, że tej nocy nikt z nas nie umarł, dziękowaliśmy Bogu za Jego wierność, za Jego obietnice, za to, że się nie zmienia. Śpiewaliśmy pieśni uwielbienia, prosiliśmy o zdrowie dla wszystkich, oraz o uzdrowienie dla mnie, abym mógł pracą  własnych rąk zarabiać na utrzymanie rodziny.

Kończył się rok 1998. Zima tego roku zaczęła się od października, zbierając żniwo w postaci zamarznięć wielu ludzi na skutek niedożywienie i wychłodzenia organizmów, o czym codziennie słyszeliśmy w radiu. Polską w tym czasie rządziła ,,prorodzinna’’ AWS w koalicji z UW, czyli dawną osławioną UD-ecją. Premierem był Jerzy Buzek, a szefem AWS- u Marian Krzaklewski.

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Noce długie, dni krótkie. Pola zasypane, zawiane śniegiem, mróz a do tego zamiecie. Odcięło nas od świata. Wychodzę na dwór i po prostu cofa. W domu głód i chłód. Włączam radio. Podają komunikat o ostatnich ofiarach zimy. W Sejmie pojawiają się interpelacje w sprawie tak dużej ilości zamarznięć. Premier rządu J. Buzek przeznacza specjalną pulę pieniędzy na ratowanie zagrożonych ludzi. Ale nikt o nas nie wie. Znowu zbieramy się całą gromadką, padamy na kolana, wznosimy ręce w kierunku nieba i mówimy: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się Imię Twoje…  A potem długo, długo za wszystko dziękowaliśmy. Po modlitwie wyszedłem na dwór, a mróz, śnieg i zamiecie „mówią mi”: Już po was. Nie macie szans. Zamarzniecie. Koniec.

Wracam do chałupy. Otwieram Biblię i czytam: O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i w błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, Będzie strzegł wszystkich serc i myśli w Chrystusie Jezusie./ Fp 4, 6-7/

Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was./1P 5, 7/ Sam powiedział: Nie opuszczę cię, ani pozostawię. /Hbr 13, 5/

Jezus powiedział: Nie zamartwiajcie się o wasze życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać (…) Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane… /Mt 6, 23 i 31-33/

Słowa te wzmocniły moją wiarę. Jednocześnie zauważyłem, że wszystkie okoliczności takie, jak chłód, głód, mróz, zawieje mówią co innego, a co innego mówi Biblia. Komu mam wierzyć: Okolicznościom czy Bogu. Bóg nie może kłamać.

Tymczasem z dnia na dzień zima stawała się coraz surowsza. Wreszcie, patrzę – jedzie do nas jakiś samochód. Mówię do żony, że ktoś do nas jedzie, na co ona znacząco, z uśmiechem mówi do mnie: a nie mówiłam ci, że trzeba ufać? Byliśmy przekonani, że Pan Bóg przysyła nam pomoc. Wychodzę przed dom, a z samochodu wysiadają ludzie z elektrowni i mówią, że przyjechali, by odciąć nam prąd z powodu niepłacenia. Zacząłem ich prosić, aby tego nie robili, bo zamarzniemy. Odjechali. Znowu dziękowaliśmy Bogu, że nam nie odcięli prądu. Minęły święta, Nowy Rok 1999 powitał nas z wyłączoną, od dwóch tygodni pustą lodówką. Blada, wymizerowana żona trzymała na ręku wątłe niemowlę przy wyschniętej piersi. „Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. A módlcie się, żeby to nie przypadło w zimie” /Mk 13,17-18/

Wybrałem się do Gminnej Pomocy Społecznej prosząc o wsparcie. Kierownik obiecał mi 200 zł , ale nie wcześniej niż za dwa tygodnie. No cóż, nie mogłem tyle czekać, musiałem działać dalej. Poszedłem do biblijnych chrześcijan, prosząc ich o pożyczenie mi na dwa tygodnie 200 zł. Odpowiedzieli mi, że przyjadą do nas wieczorem. Do tego czasu naradzali się. Wreszcie przyjeżdżają i zaczynają odbywać nade mną sąd, mówiąc, że się źle prowadzę, że nie potrafię racjonalnie wydawać pieniędzy, na koniec otworzyli Biblię i czytają: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego”/1Tym 5,8/ - po czym odjechali.

Wtedy zamknąłem się sam w pokoju, padłem na kolana i zacząłem mówić Bogu: „Boże, który wszystko znasz, Ty wiesz, że nie prosiłem Cię o pieniądze, ale o zdrowie, abym mógł uczciwie, własnymi rękami zarabiać na utrzymanie rodziny, a skoro tej modlitwy nie wysłuchałeś, to proszę Cię, zamień moją niewidoczną dla ludzkiego oka chorobę na raka, aby nikt mi już więcej nie urągał i nie ubliżał, wyzywając od nierobów, a jeśli tej prośby nie wysłuchasz, to proszę Cię, weź mnie z tego świata, aby nad wdową i sierotami ktoś się ulitował, a jeśli tej prośby nie wysłuchasz, to ja już więcej nie będę Cię o nic prosił. Tego wieczoru nie klękaliśmy już wspólnie naszą gromadką , nie podnosiliśmy rąk do góry i nie uwielbialiśmy Pana. W ogóle się nie modliliśmy. Była to najczarniejsza noc w moim życiu. Łzy mi płynęły z oczu i po cichu szeptałem: Boże, Boże mój, czemuś nas opuścił?

Nazajutrz rano dzieci poszły do szkoły. W tym czasie otrzymałem list od kolegi z Nowej Soli, w którym zacytował mi taki oto fragment: „Rozkoszuj się Panem, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On Sam będzie działał i sprawi, że twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło, a słuszność twoja – jak południe. Upokórz się przed Panem i Jemu zaufaj” /Ps 37, 4-7/ oraz Ja zaś jestem robak, a nie człowiek,
pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu.
 Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
rozwierają wargi, potrząsają głową:
"Zaufał Panu, niechże go wyzwoli,
niechże go wyrwie, jeśli go miłuje". /Ps 22,7-9/

Po przeczytaniu tego listu, coś jakby zwaliło mnie z nóg. Padłem na kolana, płakałem i płakałem. Bardzo poruszyły mnie słowa Jezusa, który porównuje siebie do robaka i nie szuka swego. A także ta zapowiedź, w której Bóg mówi, że On sam sprawi, aby wreszcie moja sprawiedliwość wyszła na jaw i aby już mnie nikt nie wyzywał od nierobów, bo Bóg wie, jaka jest prawda. Kiedy tak klęczałem zrobiło mi się żal, że tak źle się odniosłem do Pana Boga i że z taką zuchwałością mówiłem do Niego i zacząłem się kajać, przepraszać, tak bardzo żałowałem tego, że ani wczoraj wieczorem, ani dziś rano nie oddałem z rodziną chwały Bogu. I wtedy objawił mi się Pan Bóg. Objawił mi się jako nieskończona miłość. I w jednym momencie otrzymałem odpowiedź na wiele pytań i wiele tekstów z Pisma stały mi się jasnymi. Zrozumiałem, dlaczego ukrywa przed nami Swoje oblicze, dlaczego błogosławieni są ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Doświadczyłem Bożego sądu na sobie, bowiem zobaczyć Boga, to właśnie sąd. Wtedy zobaczyłem niebo i piekło i zrozumiałem, że rację maja ci, zarówno ci, którzy mówią, że jest piekło , jak również ci, którzy mówią, że jego nie ma. Straciłem na tym, że „widziałem” Boga. Jak powiada Izajasz: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach (…) a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów.” /Iz 6, 5/  Zobaczyłem, że niczym są na ziemi nawet największe cierpienia, w porównaniu z Bożą miłością i tym wszystkim co Bóg dla nas przygotował. I zobaczyłem, że to wszystko, jest przygotowane dla wszystkich i że niebo jest otwarte dla wszystkich, ale nikt niegodny tam nie wejdzie, ale będzie cały czas siebie potępiał. Nie będę rozwijał tu tego tematu. Dodam tylko, że Bóg jest miłością, ale miłość ta jest tak prawdziwa i tak przejmująca, że trawi jak ogień. Nigdy nie przypuszczałem, że ona jest do tego stopnia ofiarna i niewinna. A my jesteśmy nieufni wobec Boga cały czas i podejrzliwi, a to potem , kiedy się zobaczy najbardziej boli. Dlatego najbardziej bolało mnie to, że zwątpiłem w Boga, w Jego wierność, w Jego miłość. I to było dla mnie piekłem, którego płomienie huczały we mnie.

Wieczorem tego dnia przyjechał do mnie mój brat, który mieszka ode mnie około 100 km dalej. J zaraz na powitanie mówi mi: Janku nie martw się. On nic nie wiedział, co u mnie się dzieje. Ale mówi mi; widziałem cię tej nocy. Pan Bóg pokazał mi ciebie w wizji. Trzymałeś w ręku tacę z napisem na niej: Jezus Chrystus. I widziałem dużo ludzi, którzy podchodzili do ciebie i mówili jedni do drugich: O ja temu dam. Ja też temu dam. O, temu to ja zawsze dam. I wszyscy ci ludzie podchodzili do mnie i składali pieniądze. Brat pracował w handlu okrężnym warzywami na bazarach, jarmarkach. Ale zimą nie, bo by to wszystko zmarzło, jednak co miał to przywiózł i podzielił się z nami.

Nazajutrz, w szkole nauczycielka powiedziała dzieciom , że listonosz prosił, żeby ktoś z rodziców poszedł na pocztę. Wybrała się żona. Zachodzi na pocztę, a tam jest osiem przekazów na łączną sumę 2000zł i siedem paczek. Pobrawszy pieniądze, wychodzi z poczty myśląc jak paczki zabrać. Nagle zatrzymuje się przed nią jakiś samochód, uchylają się drzwi i pada pytanie: „Czy może pani wie, jak dojechać do Ostrów Kani, do p. Agnieszki i Jana Szczepaników”. Na co żona odpowiada: to ja właśnie jestem ową Agnieszką Szczepanik. Na te słowa, pani z samochodu wysiadła i rzuciła się na szyję mojej żonie, po czym przywitał się z nią jej syn, który prowadził samochód. Zabrali z poczty paczki i przyjechali. Ja w tym czasie, przygotowywałem na podwórku jakieś drewno na opał.

Patrzę o… jakiś samochód… i Nienia (tzn. żona) i jeszcze jakaś pani… i młody człowiek. Żona wskazując ręką na mnie, mówi do tych państwa, że to jest mój mąż. Wobec powyższego, podchodzę do nich i oczywiście się kłaniam, oni też, ale patrzą na mnie ze zdziwieniem jakby na jakiegoś bohatera. Jestem tym zaskoczony, a jeszcze bardziej tym, w jak serdeczny sposób oni się ze mną witają. Po prostu jestem tym wzruszony. Po czym mówią nam, że mają coś dla nas, co trzeba szybko przynieść do kuchni. No i wszyscy noszą, dzieciaki pomagają. W między czasie, Nienia mi mówi co było na poczcie. Tymczasem nasi goście, zastawiają dla nas stół z gorącym obiadem, który przywieźli prosto z Warszawy. W miarę możliwości rozmawiamy ze sobą. Oni są dla nas niezwykle serdeczni i mili. Ale już proszą nas żebyśmy jedli. Na stole są same przysmaki i pyszności. Uśmiechając się do nich mówię; że to przecież rozpusta. Na co oni z bardzo serdecznym uśmiechem, odpowiadają, że to dar Boży. Stajemy do modlitwy aby podziękować Bogu. Wszystkich oczy zwrócone są na mnie. A mnie po prostu coś w gardle zatyka. Od chwili powitania, jak mi się rzucili na szyję, czułem Jego Obecność. A teraz przy stole, Jego Obecność była wyjątkowo obecna. Zupełnie, jak podczas łamania chleba w Emaus. Jezus jest pośród nas… Nie pytał się mnie, dlaczego tak o Nim źle myślałem. Nie wymawiał mi: Widzisz, za kogo ty Mnie uważałeś. Nie zawstydzał mnie, mimo to płonąłem teraz ze wstydu. Nie wiem, czy serce by mi nie pękło, gdybym wcześniej nie kajał się przed Nim, kiedy jeszcze niczego nie przeczuwałem, zanim stół dla nas zastawił z przysmakami. Przecież to było od początku jasne, że ci ludzie to Jego posłańcy. Ich nie mogłem się wstydzić, bo oni nie dawali nam tego z kieszeni, ale z serca. Natomiast wstyd mi było przed Panem, dlatego, że zwątpiłem w Jego miłość.

Za niedługi czas przeczytałem opis wizji pewnego chrześcijanina, który widział jak Pan Bóg ucisza w niebie chóry anielskie, ślicznie śpiewające na Jego chwałę, aby usłyszeć uwielbiających Go ludzi żyjących w ucisku, będzie i niedostatku.

Od 7 stycznia 1999r prawie codziennie napływały do nas przekazy. Pooddawaliśmy wszystkie długi. Pokupowaliśmy sprzęt domowy który nam się zużył, taki jak: odkurzacz, pralkę, suszarkę, piłę spalinową do cięcia drewna, rower itp. I ile nie wydaliśmy, to zawsze w zapasie pozostawało 7tys.zł. Nareszcie mogliśmy psychicznie odetchnąć. Tak było gdzieś do dwóch lat. Potem ,tylko już nieliczni przysyłali. A do tej pory co miesiąc przysyła nam po 150zł, oraz po 200zł na święta p. Barbara Wosińska – mama – p. dr. Pawła Wosickiego Przewodniczącego Ruchów Obrony Życia.

Kiedy starsze dzieci podrosły, w dwóch pokoikach po 5mx3,5m plus kuchnia zrobiło się nam bardzo ciasno, po prostu to był horror, zaczęliśmy deptać po sobie. W takich warunkach, żeby ze sobą rozmawiać, to był problem, a żeby się uczyć, to jeszcze większy. Dlatego nasze dzieci po lekcjach, uczą się w szkole. Dobrze, że dzieci nam nie zabrali masoni, może dlatego, że mamy dobrą opinię w szkole, w gminie, u ludzi. Wszystkie dzieci kształcimy, nie ma żadnych nałogów, patologii. Najstarsza córka studiuje teologię na UKSW w Warszawie. Zacząłem ze starszymi chłopcami robić przybudówkę – konstrukcję z rozbiórkowych desek, a ściany wypełniać słomą i gliną. Nie miałem czym nakryć, a zbliżały się szarugi jesienne i tą ciężką pracę deszcze mogły zepsuć. Skoro stać było tylko na folię, to kupiłem folię. I przybudówka została uratowana, ale kiedy ta glina wyschła, to upłynęło dużo czasu. Latem tam starsi chłopcy mieszkali, zimą po przeziębiali pęcherze, musieli brać silne mieszane z innymi antybiotyki, bo nie ma tam fundamentu i ziemią mróz wchodzi do środka. Teraz te dzieci, które tam mieszkają latem, zimą załatwiamy im mieszkanie po ludziach.

Tak, przecież kiedyś my tę folię, glinę i słomę zostawimy.

Zmartwychwstał Pan, przeminęła trwoga. Alleluja!!!

KOMENTARZE

  • @mediator
    To jest opowieść jakich mało.

    Niech Bóg zawsze będzie z Tobą, da Ci zdrowie i szczęście Twojej rodzinie.

    Sursum corda!
  • Piękna rodzina
    Od razu widać że te dzieci wyrosną na porządnych ludzi.

    Szczęść Boże.
  • @autor
    RESPECT MAN!
  • "DZIECI" ?
    Jakie "dzieci" ?! Ja tam widzę pięciu młodych mężczyzn ! Trochę nie bardzo rozumiem ten artykuł. Co innego, gdyby to były kilkuletni małe dzieci wymagające stałej opieki. Ale tutaj mamy już dorosłych mężczyzn, którzy powinni być w stanie samodzielnie zaopiekować się rodziną i jeszcze pomagać biedniejszym sąsiadom ...

    Za dużo w tej opowieści jest biernego wznoszenia modłów do Boga, a za mało samodzielności życiowej.

    Powtarzam więc: nie wiem, jak mam tą opowieść rozumieć ...
  • @Ultima Thule 11:31:37
    Masz tak rozumieć, że są ludzie niezaradni. Zawsze tacy byli i będą, Że nie potrafią sobie życia "organizować" i kombinować.
    Ja znam takich, a ty nie?
  • @jazgdyni 11:35:10
    oczywiście, ale ci mężczyźni na niezaradnych mi nie wyglądają ...
  • Psalm 34: 11
    To ode mnie.

    Pozdrawiam serdecznie i niech dobry Bóg Wam błogosławi.
    Dziękuję za tę historię. Jest cudem i to wielokrotnym.
  • @Ultima Thule 11:31:37
    Modlitwa nigdy nie jest bierna, jeśli kto prawdziwie wierzy.
    Proszę też przeczytać, jak Mediator starał się pracować i pracował do kiedy mógł. Co do dzieci - nie wie Pan jakie są przyczyny. Dziś o pracę trudno. Oni tam mają zdaje się wszędzie daleko. Mediator pisze, że dzieci się uczą.

    Proszę zamiast oceniać i krytykować - spojrzeć na działanie Boga. Po to jest ta historia. Ma pokazać ludziom co to jest zaufać Bogu. Prawdziwie. To jest rzucenie się na głęboką wodę. To nie jest historia o radzeniu sobie w życiu siłami ludzkimi.

    Tak Pan ma to rozumieć.
  • @Bez kredek we łbie 11:58:38
    ja nie "krytykuję", tylko ZADAJĘ PYTANIE, bo po prostu nie wiem jak to jest w tej sytuacji i ciekawi mnie skąd mogą wynikać tak poważne problemy w rodzinie, która raczej problemów mieć nie powinna ...

    A mam prawo się ciekawić i dziwić, gdyż w końcu z jakiegoś powodu autor sam upublicznił swoją sytuację poddając ją tym samym świadomie pod osąd czytelników ...

    Chińczycy, chociaż znacznie od tej rodziny biedniejsi, nie zaczynają dnia od modłów do Boga o "przysłanie pomocy, lecz po prostu idą ciężko zapieprzać. (i tak na marginesie niezrozumiałym jest dla mnie, że gdy ja chcę Polaków zachęcić do podobnej zapobiegliwości, to jestem zaraz bezpardonowo atakowany).

    Tom że ci młodzi mężczyźni jeszcze się "uczą" nie jest dla mnie żadnym argumentem, gdyż żaden ustrój, nawet najbardziej debilny jaki mamy obecnie, nie odebrał zdrowym, młodym mężczyznom ich naturalnego prawa opiekowania się swoją rodziną i ponoszenia za jej los ODPOWIEDZIALNOŚCI ...

    Jeżeli młody mężczyzna siedzi w jakiejś ławce i słucha, jak jakaś cipeczka "uczy" go jakichś KOMPLETNYCH BZDUR to to jest dla mnie CAŁKOWITE NIEPOROZUMIENIE !!!

    Od 14-15 roku życia mężczyzna powinien wiedzieć, co to znaczy być SAMODZIELNYM i ODPOWIEDZIALNYM, a ja często widzę 25-30 letnich "studentów", którzy potrafią jedynie DOMAGAĆ się opieki ze strony państwa, a pracy szukają najlepiej na policji, w urzędzie, na uczelni lub w korporacji, czyli w miejscach, gdzie bezradny życiowo człowiek znajdzie nawet instrukcję, jak sobie dupę podetrzeć ...

    W takich czasach żyjemy ...

    I nie mogę się też zgodzić z wizją autora na temat "hoteli robotniczych" i problemów z meldunkami, znalezieniem pracy itp. Przecież autor nie był jedyną ofiarą PRL. Żyło wtedy miliony ludzi i wszyscy "mieli problemy". Ale jakoś sobie radzili (o ile potrafili ciężko pracować).

    Podsumowując: tekst czyta się jak opis Armageddonu, ale ani fotografia, ani zdrowy rozsądek nie pozwalają przyjąć tej "czarnej wizji" za prawdziwą ...
  • @Marek Lipski 12:27:03
    to ja ze swoją trójką czuję się przy was jakbym zmarnował życie ...
  • @Ultima Thule 12:31:34
    Fakt , w tej chwili ta rodzina, gdzie jest już 6-7 dorosłych ludzi, nie powinna mieć podstawowych problemów egzystencjonalnych.
    Przedtem rozumiem, choroba dużo dzieci należała się pomoc.
  • @Ultima Thule 11:31:37
    Już odpowiadam: Opisałem historię sprzed przeszło 10 lat. Wtedy mieliśmy 7 dzieci. Obecnie 4 najstarszych synów opuściła Dom. Dwóch się ożeniło, a dwóch, a dwóch następnych w sierpniu i wrześniu ma się ożenić. Natomiast dalej na naszym utrzymaniu pozostaje 6 dzieci. Najstarsza studiuje, następna chodzi do liceum, następny syn chodzi do gimnazjum, następne dwie córki chodzą do podstawówki i najmłodszy syn chodzi do pierwszej klasy, też podstawówki.
  • Celem tej notki było pokazanie różnych perypeti życiowych jednej z rodzin wielodzietnych.
    Z każdym rokiem sytuacja się zmieniała. Życie jest dynamiczne, a ja nie mogę tu zamieszczać książki. Chciałem dać trochę do myślenia tym, którzy często odwołują się do polityki prorodzinnej, tak jak swego czasu AWS, a jej polityka była dla nas najgorsza, zresztą taka sama jak teraz PO. @Marek.Lipski ma ogromnie dużo racji.
  • @Ultima Thule 11:31:37
    //Za dużo w tej opowieści jest biernego wznoszenia modłów do Boga, a za mało samodzielności życiowej//

    Hmm, trochę wybiórczo dobrałeś "materiał dowodowy" do tej tezy.
  • @Rebeliantka 13:59:16
    jako niestrudzony bojownik Wolnego Rynku mam już doświadczenie w doszukiwaniu się materiałów dowodowych ...
  • @Ultima Thule 14:16:06
    To dobra zasada, ale ocena "materiału dowodowego" musi być kompletna i obiektywna. Choroby w rodzinie, to czynnik, który odbiera wiele możliwości radzenia sobie z trudnymi sytuacjami egzystencjalnymi.
  • @Rebeliantka 13:59:16
    A ja tego nie pisałem, żeby Ciebie zadowolić. Są ludzię których to świadectwo buduje. Jeszcze nikt wszystkim nie dogodził. 8 marca zamieściłem swój komentarz na blogu ateisty @Krzysztofa, ten mi napisał, że nie życzy sobie religijnych komentarzy, to natychmiast go skasowałem, żeby mu blogu "nie zaśmiecać"
    Natomiast na swoim blogu, to myślę pisać wedle mego serca.
  • @Mediator 14:48:15
    Mediatorze

    byłem głęboko poruszony twoją opowieścią. Mimo, że to dokument, to również świetna literatura.
    Nie bierz sobie do serca uwag, jednego wiecznego malkontenta, który zawsze wie lepiej.
    Ciekawe jakich on sukcesów, w życiu doświadczył.
    Los czasami bywa okrutny, ale Pan zawsze wyprostuje ścieżki.
    Mniemam, że obecnie już ci się nieco lepiej powodzi.

    Sursum corda!
  • @Mediator 14:48:15
    Jeszcze jedno - pani Iza już jest z powrotem i jest moim zastępcą w Klubie Dyletantów.
  • @Ultima Thule 11:31:37
    lata 1998-99 . Ci dorośli mieli wtedy po kilka , góra dwanaście lat....a kilkorga jeszcze nie było na świecie. Dziś widać ,że rodzina "stanęła na nogi". Tekst ciekawy. Wydaje mi się ,że mówi o tym ,żeby w beznadziejnych z pozoru sytuacjach nie wpaść w załamanie nerwowe i nie narobić głupstw albo gorszych tragedii. Ileż to rodziców nie widząc wyjścia , popełnia samobójstwa zabierając ze sobą dziecko.....a tymczasem wierzyć trzeba DO KOŃCA! W Boga, w ludzką serdeczność , czasem w szczęście, ale wierzyć , nie poddawać się !
  • Chwala Panu Bogu Ojcu Wszechmogacemu : ) ...
    Jak wielka jest Jego sprawiedliwosc , tak jeszcze wieksze jest Jego Nieskaczone Milosierdzie ! Niech Zmartwychwstaly Chrystus Krol Blogoslawi Ci zawsze Hojnie i calej twojej ukochanej Rodzinie ! Chwala Panu , Alleluja , Alleluja ! Za tydzien Wielkie Swieto Milosierdzia Bozego dla nas wszystkich grzesznikow jest ratunek: http://pl.gloria.tv/?media=422707 Kroluj nam Chryste ! ! !
  • @Mediator 14:48:15
    Ale ja przecież Ciebie wspieram, chyba źle zrozumiałeś moją wypowiedź.
  • @Mediator 14:48:15
    Wręcz polemizowałam z Ultima Thule. Czy to nie było jasne?
  • @Rebeliantka 15:39:25
    Mediator chyba potraktował Twój cytat z Ultimy T. jako Twój tekst.
    O, to:
     ///Za dużo w tej opowieści jest biernego wznoszenia modłów do Boga, a za mało samodzielności życiowej//// 
  • Pan nasz i Stworca jest Wielki.
    ...wyglada, ze zwatpienia nasze nas umocniaja, nas wierzaczych w Pana naszego Stworce Nieba i Ziemi i tego wszytkiego co na nich i w nich jest.


    Dochodze do wniosku, ze wiara niezachwiana (ktora przeciez musialaby pochodzic od Niego) ... moglaby doprowadzic czlowieka do pychy .

    Mocni swoimi upadkami,

    Panie Boze, Synu Ojca w Niebie - Jezusie Chrystusie, ktory wlasnie Zmartwywstales - Badz Pochwalon na wieki wiekow, (i odpousc nam Panie - nasze winny)

    Amen.
  • tak to jest
    mnie takie zbiegi okoliczności w odpowiedzi na modlitwę natchnęły do pisania latami aktualizowanego świadectwa. Twoja opowieść momentami przypomina mi moją, choć aż takich prób nie doświadczyłem. I rzeczywiście, morał był taki by ufać Bogu. Po prostu. I pomagać innym. Kiedy nie starczało już na nic, pieniądze wpadały w najbardziej nieoczekiwanych chwilach. Żona mnie trochę popędza bo jedziemy na obiad, ale wieczorem podam linka do książeczki. Z Bogiem. Ufajmy mu.
  • @Robert.Grunholz 15:20:07
    Ponieważ nie mogę już czytać tych bredni o korwinowcach ( przy okazji „podoba” mi się to w zestawieniu z narzekaniem na brak autorytetów kiedy dla wielu ludzi Korwin chciał nie chciał jest autorytetem w kwestiach np. gosp.) muszę słówko napisać.
    Poruszył mnie mianowicie kolejny przytyk kolejnego, który wszystko wie o korwinowej młodzieży. Może ja nie jestem już młodzież (troje malutkich więc całe zło tego parszywego socjalizmu za oknem przede mną) to raz
    a dwa nie należę do żadnej partii Korwina (i nigdy nie należałem) więc nie mogę wiedzieć jak tam u tej młodzieży z wiarą jest. Na pewno nie jest to ani oaza ani wspólnota religijna, ale ja bałbym się tak osądzać zwłaszcza że jest to nie potrzebne tutaj. Ponieważ jednak na NE takie przytyki są powszechne (a one niszczą a nie budują i boli mnie takie bezinteresowne niszczenie autorytetu) więc( przepraszam że akurat na pana padło że piszę bo specjalistą jednak jest Pan Wawro) tak świątecznie:Każdy kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu:Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł :”Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego”.
    Szczęść Boże.
    ps. cóż za piękne połączenie ZMARTWYCHWSTANIA z pogodą BOŻONARODZENIOWĄ. - CZY WSZYSCY MAJA CHOINKI W DOMU?:)
  • @
    Skoro już piszę to słówko do art. Z „korwinowego” punktu widzenia to brak socjalu w Pana przypadku wzmógł gorliwość modlitwy, Ale to było piąte, dziesiąte skojarzenie. A PIERWSZE – NIEPRADOPODOBNA HISTORIA – lęk abym nigdy nie znalazł się z rodziną w tak trudnej sytuacji BO CZY WIARA WIARA JEST TAK GORLIWA ŻE BYM PODOŁAŁ
    DRUGIE Radość że chyba poszło dobrze bo czytam o tym.
    TRZECIE refleksja o wychowaniu w wierze że muszę się przyłożyć bo na mnie spoczywa odpowiedzialność za dzieci
    CZWARTE tu nie trzeba pisać komentarzy do art ale trzeba jakoś pomagać, no i różne z tym pokrewne – moja sytuacja itp.

    Tak więc dziękuję za prawdziwe świadectwo.
    Szczęść Boże.
  • @Rebeliantka 13:59:16
    //Za dużo w tej opowieści jest biernego wznoszenia modłów do Boga, a za mało samodzielności życiowej//
    Bardzo Cię przepraszam, po prostu tekst: Ulima Thule wziąłem jako Twój.
    Jeszcze raz, bardzo Cię przepraszam.
  • @ Autor i ALL
    Gdyby istniał Bóg, to by się go przede wszystkim duchowni bali, a oni udowadniają swoim postępowaniem, że dla nich najważniejsze jest życie pełne dobytku i ziemskich wyuzdanych uciech!
    Jeśli ten bóg wszystko zna, to czemu pozwala na wyniszczaniego narodu polskiego, który jest rzekomo tak wierzący!
    Wg mnie fikcją jest wiara na pokaz, a grzeszenie wulgaryzmem i nienawiścią du innych - zamiast okazywać miłość bliźniego!
  • @Mediator 17:27:11
    Nie szkodzi. Cieszę się, że nieporozumienie się wyjaśniło ;)

    A Twoja opowieść bardzo mnie wzruszyła i ujęła odwagą i głębią zaufania do Pana Boga..

    pozdrawiam
  • @Marek Lipski 17:38:31
    Wy,
    Lipski zajmnijcie sie soba ...bo,

    nie bedziecie rozliczani za ksiezy.
  • @F.Krzysiak 17:30:54
    @Mediator 10:44:59
    Teksty religijne proszę zamieszczać na swoim blogu!
    Pozdrawiam.
    F.Krzysiak 08.03.2013 12:27:56

    Łaskawy Panie, czy przypomina sobie Pan ten wpisik?
    Po przeczytaniu, zachowałem się chyba po dżentelmeńsku, usuwając mój religijny komentarz z pańskiego blogu natychmiast i więcej na Pańskim blogu nic nie napiszę.
  • Niech Ci Bóg błogosławi
    Obawiam się że skoro służyłeś Bogu, a nie szatanowi te rzeźby a więc Twoja praca nie była tym czego On chciał.
    Dlatego opuściło Cię zdrowie, lecz mimo to nie zostawił Cię samego.
    Powinieneś Mu dziękować za wspaniałą żonę, za wiarę której nie utraciłeś.
    Takich historii jak Twoja znam wiele, choć Bóg oszczędził mi takich hiobowych prób.

    pozdrawiam serdecznie.
  • @autor
    Mam nadzieję, Mediatorze, że wychowałeś swoje dzieci i wychowujesz tak, abyście się wzajemnie wspierali i pomagali sobie, bo rodzina w trudnych chwilach jest nie do zastąpienia.
  • Piękna rodzinka!
    Piękna historia i piękna rodzina.

    Najbardziej zazdroszczę Panu dzieci i szczerze gratuluję małżonce i Panu.
    Jak byłem małym chłopcem, marzyłem o dużej rodzinie.
    Zawsze chciałem mieć 11- stu chłopców (drużyna piłkarska) plus -
    6 dziewczynek - razem 17 - moja szczęśliwa liczba.

    Wyszło tak jak wyszło - 3 chłopców - 3 dziewczynki.

    Gratulacje raz jeszcze - szczęść Wam wszystkim Panie Boże,

    Pozdrawiam świątecznie,

    Ryszard Opara
  • @Marek Lipski 22:36:23
    Lipski, pojechales po bandzie ...

    ...Boga nie musisz bronic - Lipski, bo jestes za ciennki,

    zwrocilem Ci li tylko uwage, zebys nie oskarzal, a Ty dalej walisz niby cepem na oslep.
  • Dziękuję Państwu za komentarze, szczegónie te serdeczne.
    Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzę Wszystkim Czytelnikom i Piszącym na Nowym Ekranie obfitości Bożych łask.

    ps. Niektórzy słusznie z uznaniem zwrócili uwag na dzielność i poświęcenie mojej żony. Więc dopowiem, że przez 25 lat nie wychodziła z pieluch. Kiedy przez półtora roku byłem "przykuty do łóżka", wtedy ona sama cały ciężar dźwigała. Przez tyle lat, nie wyjeżdżała na żadne wczasy, urlopy. Trudno nam spełnić marzenie, żebyśmy mogli, choć na kilka godzin, ale razem wybrać się do Warszawy, na której obrzeżu mieszkamy. Nie rozczula się nad sobą. Powtarza za Edwardem Stachurą: "Wpierw biec do końca, potem odpoczniesz." We wszystkim zachowuje całkowity spokój, wynikający z ufności Bogu. Jesteśmy zadowoleni z postawy religijno-patriotycznej naszych dzieci.

    Pozdrawiamy.
  • @Marek Lipski 00:30:55
    Lipski co Ty mozesz o victorze wiedziec ...nie,

    osmieszaj sie i sie zachowuj, bo ludzie patrza ...
  • @Marek Lipski 01:11:27
    no i jakie ...wnioski - Lipski macie ...)))

    Slucham ...
  • A ja nadal się boje
    Mamy dwójkę dzieci. Problemy ze stałą pracą. Jako odpowiedzialni za powierzone nam zdanie jako ojcu i matce. Boimy się podjąć decyzje by mieć więcej dzieci. Choć tego gdzieś głęboko pragniemy. Nie stać nas by swoje dzieci poddać traumie biedy. Czym my źle rozumiemy powierzone przez Boga nam zadanie?
  • @Tenbez 18:56:15
    Bardzo mi przykro, poniewarz piszę wolno, a napisałem bardzo długą odpowiedź, a w tym czasie mnie wylogowało i wszystko poszło na marne. To mnie przygnębiło. Może jutro odpowiem.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY